Pogoń za nowymi trendami przynosi do Polski nowe zachowania. Przykładem tego mogą być ostatnio bardzo modne wieczory kawalerskie i panieńskie. Nie odbywają się one jednak, tak jak w Stanach Zjednoczonych, na kilka dni przed ślubem, ale z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Powodem jest oczywiście syndrom dnia następnego, który uniemożliwia Panu Młodemu po całonocnej imprezie wyglądać rześko i świeżo.

Jako, że z racji płci, na żadnym wieczorze kawalerskim nie byłam, postaram się przytoczyć opinie podekscytowanych kolegów ;)

Organizatorem wieczoru kawalerskiego jest zazwyczaj najbliższy przyjaciel Pana Młodego – często drużba. Na jego barki spadają nie tylko przygotowania, ale również zachowanie tajemnicy o planowanych atrakcjach.

Panowie najczęściej spotykają się w pubach, popijają piwo lub coś mocniejszego, co wprawi ich w iście imprezowy nastrój. Gdy poprawią się humory rozpoczynają tzw. clubbing. Odwiedzają różne kluby taneczne, często je zmieniając i w każdym obowiązkowo popijając alkohol. Istnieje również druga możliwość clubbingu, w której to Panowie zmieniają kluby go-go. Zazwyczaj w ostatnim zaplanowanym miejscu czeka na Pana Młodego tancerka, która przez 15 do 30 minut wygina ciało, ku oczywistej uciesze kompanów wieczoru. Panowie w tym czasie cieszą oko, popijają drinki resztkami sił oraz z wielką uciechą pozbywają się pieniędzy za garderobą tancerki. Po takim pokazie najczęściej opadają z sił i potulnie wracają do domu, by następnego dnia walczyć z kacem.

Bardzo dziękuję Vexi za przygotowanie tekstu