Minimalna porażka z Ładą…

W ramach 25 kolejki IV Ligi Lubelskiej Rosoły na wyjeździe minimalnie przegrali z miejscową Ładą 1:0. Jedyną bramkę w tym meczu strzelił Jurij Perin.

Łada 1945 Biłgoraj – Sokół Adamów 1:0 (0:0)

Bramka: Jurij Perin 57’

Łada: Szawara – Mielniczek, Kuliński, Chmura, Myszak – Nawrocki (60’ Misiarz), Birut, Oleksiuk, Rataj, Dycha (90+1’ Dziurdza) – Perin.

Sokół: Osial – Cydejko, Zdunek, Gromysz, K. Nowicki – Cąkała (60’ Grochowski), Szymański, Buga, Sokołowski, Bogucki – Borkowski.

Żółte kartki: Dariusz Kuliński, Jurij Perin – Sylwester Buga, Mateusz Cydejko
Widzów: 
100
Sędziował: 
Piotr Kawiński (Chełm). 

 

POMECZOWE KOMENTARZE

Robert Cybart (kierownik Łady 1945 Biłgoraj): – Mieliśmy szansę, by wygrać okazalej, ale jeszcze trochę razimy nieudolnością. Jura Perin miał 2-3 okazje, poza tym próbowali Damian Rataj czy Marcin Dycha. Ale albo bramkarz był na posterunku, albo piłka mijała bramkę. Mogliśmy podwyższyć na 2:0. Wtedy inaczej by się grało. A tak momentami robiło się nerwowo, bo wiadomo, że 1:0 to – powiedzmy – średnia przewaga. Jeden niepotrzebny błąd mógł sprawić, że byłoby pozamiatane. Przeciwnicy dążyli do wyrównania. Byli zmęczeni, ale mimo to starali się nam zagrozić. Końcówka meczu była nawet ze wskazaniem na nich. Nie spuścili głów po stracie bramki, tylko walczyli, a z takimi drużynami gra się ciężko. Nie było to porywające spotkanie w naszym wykonaniu. Cóż, czasem zdarzają się też takie mecze. Najważniejsze są zdobyte trzy punkty, które są nam bardzo potrzebne. Do tego brak kontuzji i czyste konto. Teraz czekają nas ciężkie mecze: ze Stalą i za dwa tygodnie prestiżowe derby z Hetmanem.  

Grzegorz Golian (kierownik Sokoła Adamów): – Była szansa na to, żeby zgarnąć punkty. Już w drugiej minucie mieliśmy setkę, ale nie wykorzystał jej Damian Szymański. Z dwóch metrów trafił w bramkarza. Była jeszcze próba dobitki, ale bez skutku. Później do pustej bramki nie trafił Sylwester Buga. Źle złożył się do tego strzału. Zamiast plasować, to za bardzo się odchylił i wywrócił, przez co nie strzelił. To były nasze stuprocentowe okazje w pierwszej połowie. W drugiej odsłonie to rywale strzelili gola w 57. minucie, a nam trochę posypała się gra. Przycisnęliśmy ich jeszcze w końcówce, ale cóż – nie udało się. Prześladują nas kontuzje. Dlatego dokonaliśmy tylko jednej zmiany. Marcel Grochowski zmienił Rafała Cąkałę w 60. minucie. Kontuzjowani są Mateusz i Maciek Baran oraz Paweł Szlaski. Poza tym Bartka Goździołko i Alberta Strzyżewskiego wykluczyły sprawy osobiste. I tak dobrze, że udało się uzbierać skład na ten mecz. 

A już w przyszłą niedzielę Rosołów czeka arcyważne spotkanie z MKS-em Ryki. Mecz zaplanowany jest na 20 maja godz. 17:00 Stadion przy ul. Targowej 25.

https://lubsport.pl/iv-liga-pilka-nozna/lada-podtrzymuje-dobra-passe

Zapowiedź 25 kolejki IV Ligi Lubelskiej. Łada – Sokół.

ŁADA 1945 BIŁGORAJ – SOKÓŁ ADAMÓW (13 maja, 16:00)

  • Stadion OSiR w Biłgoraju (ul. Targowa 15)
  • Sędzia: Piotr Kawiński (Chełm)

Liczba meczu: 11

Do tej minuty z meczu przeciwko Roztoczu będą chcieli nawiązać podopieczni Zbigniewa Sławomira Kozłowskiego. Wtedy bramkę zdobył Maciej Baran. W maju Sokół jeszcze nie ukąsił żadnego rywala.

SPRAWOZDANIE Z BIŁGORAJA: NA WIOSNĘ WSZYSTKIM GRA SIĘ TRUDNIEJ

Robert Cybart (kierownik Łady 1945 Biłgoraj): – Zabraknie u nas Arka CzokaPawła Sobótki iMariusza Szarlipa. Arek i Paweł wypadli za kartki. W piątek będzie wiadomo, jaką karę Arek otrzyma za niesportowe zachowanie w środowym meczu z Kłosem. Nie mamy żadnych kontuzji, wszyscy są zdrowi. Mimo tych ubytków będziemy walczyli o trzy punkty. Wierzę w to, że je zdobędziemy. Do każdego meczu podchodzimy z jednakowym nastawieniem. Nie sortujemy klubów na lepsze i gorsze. Sokół jest teraz inną drużyną, niż był jesienią. Jak to mówią: nowa miotła dobrze zamiata. Wydaje mi się, że na wiosnę wszystkim gra się trudniej, bo każdy stara się, żeby utrzymać się w lidze. Dlatego nie ma co wróżyć i zastanawiać się nad siłą przeciwnika, tylko trzeba skupić się na własnych założeniach i grać o swoje.

Nie zagrają: Arkadiusz Czok (pauza za czerwoną kartkę), Paweł Sobótka (pauza za czwartą żółtą kartkę), Mariusz Szarlip (sprawy osobiste)

SPRAWOZDANIE Z ADAMOWA: NAJWAŻNIEJSZE JEST SERDUCHO

Grzegorz Golian: – W przedostatnim meczu Michał Stępniak dość poważnie uszkodził sobie staw skokowy. Nie ma więc szans, żeby wystąpił w tym meczu. Ale za to do gry wraca Adrian Hołownia. Kilku zawodników narzeka na lekkie urazy, ale ich występ nie jest w żaden sposób zagrożony. Łada Biłgoraj to typowy zespół środka tabeli. Jeżeli udało nam się nawiązać walkę w meczu wyjazdowym z Tomasovią i u siebie z Lewartem, to czemu mamy się obawiać Łady? Jedziemy do Biłgoraja, żeby powalczyć. Patrzymy na ten mecz pod kątem własnego zespołu, a nie rywali. Bo co z tego, że pokryjemy dwoma zawodnikami jednego rywala, jeśli inny strzeli nam gola? To jest bez sensu. Zagramy tak, jak zmusi nas do tego sytuacja meczowa. Boisko wszystko zweryfikuje. Najważniejsze jest serducho, serducho i jeszcze raz serducho!

Nie zagra: Michał Stępniak (uraz stawu skokowego), Marcin Dzido (uraz stawu kolanowego), Maciej Baran (uraz pachwiny)

Występ zagrożony: Michał Łukasik (sprawy zawodowe).

 

https://lubsport.pl/iv-liga-pilka-nozna/bitwa-przy-parkowej-zapowiedz-25-kolejki-iv-ligi-lubelskiej

Porażka z Lewartem…

Sokół Adamów – Lewart Lubartów 0:2 (0:1)

Bramki: Bujak 30′ (k), Zuber 68′

Sokół: Osial – Cydejko (57′ Dzido), Zdunek, Szymański, K. Nowicki (83′ P.Nowicki), Bogucki, Sokołowski, Gromysz (67′ Grochowski), Strzyżewski, Mat. Baran (46′ Mac. Baran), Borkowski.

Lewart: Parzyszek – Pokrywka, Turewicz, Ponurek (73′ Terlecki), Michna, Adamczuk (55′ Iskierka), Piasek, A.Pikul (46′ Sikora), D.Pikul, Bujak (81′ Dunda), Zuber.

Żółte kartki: –
Sędziował: Marcin Kluk (Zamość).

W następnym meczu nasza drużyna uda się do Biłgoraja gdzie podejmie miejscową Ładę. Spotkanie zaplanowane jest na 13 maja na godz. 16:00.

KOMENTARZE TRENERÓW

Zbigniew Sławomir Kozłowski: – Żeby amatorzy wygrali z zawodowcami, to musi się połączyć parę czynników. Jednym z nich bez wątpienia jest szczęście. Niestety, tego elementu dzisiaj nie mieliśmy po swojej stronie. Sędzia pospieszył się z podyktowaniem rzutu karnego, bo delikatnie mówiąc, był on z kapelusza. Drugą bramkę straciliśmy pierwszy raz w tej rundzie po błędzie bramkarza. Uważam, że wcale nie musieliśmy tego meczu przegrać. Oczywiście Lewart Lubartówbył lepszym zespołem i prowadził grę, ale klarownych sytuacji sobie nie stwarzał. Do ekip z górnej części tabeli trochę nam brakuje, zwłaszcza w przygotowaniu ogólnym. Odczuwamy również brak Pawła Szlaskiego, który jest mocnym punktem naszej obrony. Nie nastawialiśmy się jednak na to, że starcie z Lewartem będzie dla nas z gatunku tych o życie. Te dopiero przed nami. Nie ma co na pewno robić tragedii po tej konfrontacji.

Łukasz Mierzejewski:  Jestem bardzo zadowolony po tym meczu. W spotkaniu z Sokołem Adamów pokazaliśmy dojrzałość w grze. Moim zdaniem byliśmy dzisiaj zdecydowanie lepszą drużyną. Udokumentowaliśmy to dwiema bramkami. Oczywiście mogło być ich więcej na naszym koncie, ale przecież nie zawsze wszystko wpada. 

 

/lewartlubartow.com, lubsport.pl

 

Porażka z „rezerwami” Górnika.

Sokół przegrał na głównym boisku w Łęcznej z „rezerwami” Górnika 7:1. Nie ma co się dziwić, zespół gospodarzy był wzmocniony zaciągiem z pierwszej drużyny, w meczu wystąpiło około dziewięciu piłkarzy na co dzień grających w rozgrywkach Nice I Ligi. Jedyną bramkę dla naszego zespołu zdobył Marcin Dzido. 

Już przed pierwszym gwizdkiem spotkania, kiedy spiker podawał skład gospodarzy, można było wywnioskować że Sokół będzie miał dziś arcytrudne zadanie. W wyjściowym składzie Górnika pojawił się między innymi Aleksander Komor którego jeszcze rok temu mogliśmy oglądać na boiskach Lotto Ekstraklasy, oraz kilku innych zawodników z pierwszego zespołu Górnika. W naszym zespole zabrakło w tym spotkaniu Kamila Boguckiego, Damiana Zdunka oraz Adriana Hołowni. Do gry po kontuzji kolana wrócił Karol Nowicki. 

Od pierwszych minut spotkania widać było znaczącą przewagę zielono-czarnych, co udokumentowali szybko strzeloną bramką. Sokół bronił się jak mógł jednak na nic to się zdało. Do 30 minuty przegrywaliśmy już 4:0. W 32. minucie w pole karne gospodarzy ruszył Marcin Dzido, po krótkiej walce o piłkę ze stoperem Górnika został sfaulowany, sędzia wskazał „wapno”. Sam poszkodowany postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i wykonać rzut karny. Uderzył w prawo, jego intencje wyczuł bramkarz gospodarzy jednak wypluł piłkę przed siebie do której dopadł Dzido. Piłkarz Sokoła zrehabilitował się i uderzył tym razem obok goalkeepera z Łęcznej. Ta bramka wlała trochę nadziei w serca piłkarzy z Adamowa którzy próbowali przedzierać się pod pole karne przeciwnika, niestety z mizernym skutkiem. Do przerwy wynik się nie zmienił. Druga połowa wyglądała tak samo jak pierwsza, Górnik dominował a Sokół próbował tworzyć kontrataki, jednak nic to nie dało. Mecz zakończył się wynikiem 7:1.

POMECZOWE KOMENTARZE (dla portalu lubsport.pl)

Jacek Fiedeń: – Dzisiaj otrzymałem informację, że oprócz zawodników, których miałem do dyspozycji w Werbkowicach, dołączą do drużyny jeszcze Filip Karbowy i Łukasz Sosnowski. Natomiast z tamtego meczu odpadł mi Łukasz Tymiński. Poogarniałem to i między innymi dlatego wyszliśmy w ustawieniu 1-3-4-3. Chcieliśmy znaleźć optymalne pozycje dla zawodników z szerokiej kadry pierwszego zespołu. Nie ujmując nic przeciwnikowi, gra w tym systemie przeciwko niemu również wydawała mi się optymalna. W Werbkowicach wszyscy zagrali poniżej poziomu (środowa porażka 0:1 z Kryształem – przyp. red.). Natomiast dziś wszyscy zagrali dobrze. Było u nas widać chęci i przyjemność z gry. Mimo wysokiego wyniku nie nazwałbym tego meczu pogromem. Gdybyśmy wykorzystali wszystkie sytuacje, skończyłoby się wynikiem dwucyfrowym. Ale nawet wtedy nie ważyłbym się nazwać tego pogromem. Różnica potencjałów była dziś znaczna, ale to wynika z naszej mobilizacji. Pierwsze 30. minut to był futbol, jaki rzadko spotyka się na czwartoligowych boiskach. Chodzi mi tu o szybkość gry. Mieliśmy dużo okazji. Na przykład idealną sytuację zmarnował Jurij Wereszczak. Był sam na sam z bramkarzem, miał czas, ale trafił obok bramki. Potem podobnie przestrzelił Sebastian Szerszeń. Padło tylko siedem bramek, ponieważ Adamów skutecznie się bronił. Za to należą mu się słowa uznania. Dodam, że dzisiaj graliśmy na głównym boisku i dlatego było u nas widać radość w grze. Ostatnio skończyła nam się passa trzech zwycięstw, ale teraz zaczynamy nową. Czeka nas wyjazd do Kraśnika i mecz u siebie z Hetmanem Zamość, także… weszliśmy dzisiaj na kolejną ścieżkę zwycięstw (śmiech). Oczywiście to był żart, ale z drugiej strony – czemu nie? Nie ma w tej lidze takich zespołów, których nie da się ograć. Stal i Hetman też do nich należą. Co innego, że nie wiadomo czy w takim zestawieniu zagramy za tydzień, ale to specyfika rezerw. Możemy na pewno nawiązać wyrównaną walkę. Mamy ten atut, że w przeciwieństwie do tych zespołów nie ciąży na nas presja.

Zbigniew Sławomir Kozłowski: – Komentarz jest krótki: nie wiem, w jakiej lidze my gramy, ale dziś zagraliśmy z pierwszą drużyną Górnika Łęczna. Przepraszam, ja chcę grać przeciwko zespołowi z czwartej ligi, a nie z pierwszej! Mówię pół żartem, pół serio, ale prawda jest taka, że rywale wystawili ośmiu piłkarzy z kadry na pierwszą ligę. Natomiast kiedy dokonali w drugiej połowie korekt w składzie gra uległa zdecydowanej zmianie. Na razie nie możemy równać się z takimi zawodnikami. Jak to mawia mój znajomy – pewien trener – „to nie ten level”. Jak padła bramka dla nas? Marcin Dzido miał małe szanse na wywalczenie piłki, a jednak poszedł na nią. Obrońca się tego nie spodziewał i go sfaulował. Marcin sam wykonał rzut karny, ale na dwa uderzenia, bo bramkarz najpierw odbił piłkę klatką piersiową. Potem Marcin dobił ją niczym rutynowany napastnik. Bardzo mi zaimponował. To utalentowany, wszechstronny piłkarz. Ze względu na kontuzję Adriana Hołowni to on grał dzisiaj w ataku. Bardzo dobrze zagrał też Paweł Szlaski. Momentami grę brał na siebie Sylwester Buga. Próbowaliśmy się utrzymywać przy piłce i walczyć, choć może wynik mówi co innego. Nie robimy z tego meczu tragedii. Gdy zobaczyłem skład rywali, to pomyślałem sobie: „cholera, to niesprawiedliwe!”. Do Werbkowic Górnik pojechał w składzie prawdziwej drugiej drużyny i przegrał mecz. A dziś przeciwko nam – gdzie jesteśmy chyba największymi amatorami w tej lidze – wystawiają ośmiu ludzi, którzy żyją z grania w piłkę. Powiedziałem dziś do prezesa (Robert Cąkała – przyp. red.) przed meczem, że grając z Łęczną, która ma taki skład, to nasz zespół idzie o dwa miesiące trenowania do przodu. Trzeba co najmniej dwa miesiące trenować, żeby dowiedzieć się o piłce nożnej tyle, ile moi zawodnicy dowiedzieli się dzisiaj, grając przeciw takiej drużynie. Łęczna w takim składzie jest zdecydowanie ponad Hetman i ponad Stal. To są zawodnicy przygotowani motorycznie i potrafiący grać szybko. Wynika to ze skoku poziomu pomiędzy ligami. Podszedłem po meczu do trenera z Łęcznej, bo to mój kolega i powiedziałem mu, że jestem zawiedziony, że wystawili na nas taki skład. Zadzwoniłem też do trenera Bogusława Baniaka i mówię: „zamiast dać drugą drużynę i postawić mi kawę przed meczem, to Ty wystawiasz pierwszy zespół?!”. Przygotowujemy się teraz na rywali będących w naszym zasięgu, czyli Roztocze czy Ryki. Przynajmniej za tydzień zagramy już z zespołem z czwartej ligi po tym niespodziewanym meczu z pierwszoligowcem (śmiech)

Górnik II Łęczna – Sokół Adamów 7:1 (4:1)

Bramki: Jurij Wereszczak 6’, Sebastian Szerszeń 11’, Aleksander Komor 19’, Aleks Aftyka 30’, Nikola Talimdzioski 57’, Piotr Pacek 75’, Filip Karbowy 79’ – Marcin Dzido 32’

Żółte kartki: Jurij Wereszczak, Łukasz Sosnowski, Sebastian Szerszeń – Sylwester Buga, Michał Stępniak, Paweł Szlaski

Górnik: Smug – Fiedeń (83’ Rojek), Komor, Pacek – Wereszczak (46’ Talimdzioski), Sosnowski, Skałecki (80’ Greniuk), Aftyka (83’ Orysz) – Suchanek, Szerszeń, Karbowy.

Sokół: Osial – Mac. Baran (46’ Cydejko), Szlaski (80’ K. Nowicki), Gromysz (46’ Goździołko), Stępniak – Mat. Baran (60’ Grochowski), Buga, Szymański, Sokołowski – Borkowski (56’ Łukasik), Dzido.

 

Pewne zwycięstwo w meczu o „sześć” punktów.

Dzisiejszego popołudnia nasza drużyna udała się do Żmudzi by rozegrać zaległy mecz z 16 kolejki. W pierwotnym terminie spotkanie nie doszło do skutku z powodu złych warunków atmosferycznych. Co prawda dzisiaj aura była lepsza, ale silnie wiejący wiatr płatał figle zawodnikom i utrudniał w rozgrywaniu. Dla Rosołów był to mecz z gatunku tych za „sześć” punktów gdyż w III lidze słabo sobie radzi MKS Podlasie Biała Podlaska i z IV ligą mogą pożegnać się nie dwa a trzy zespoły więc do utrzymania potrzebne są punkty. Na szczęście Sokół stanął na wysokości zadania i pewnie ograł gospodarzy ze Żmudzi aż 1:4. Na listę strzelców wpisywali się głównie zawodnicy wchodzący z ławki a jedną z bramek zdobył rezerwowy bramkarz Marcin Dzido. Truskawką na torcie była bramka Pawła Szlaskiego, który zdobył bramkę uderzając futbolówkę z 35 metrów i lobując bramkarza Victorii.

POMECZOWE KOMENTARZE

Piotr Moliński: – Zagraliśmy bardzo słabe zawody. Ciężko jest mi przeanalizować, dlaczego stało się tak, że trzy dni wcześniej zagraliśmy agresywnie, z chęcią odniesienia zwycięstwa, z wiarą i odpowiednią mobilizacją, a dzisiaj tych wszystkich elementów w naszym wykonaniu zabrakło. Wydaje mi się, że to zaważyło na wyniku. Warunki na boisku były bardzo trudne, ale dla obu drużyn. Wiejący wiatr, twarda murawa… O konstruktywną grę było bardzo trudno. Niemniej jednak Sokół Adamów lepiej radził sobie z tymi problemami niż my. Myślę, że istotne dla przebiegu tego spotkania było też to, że w 43. minucie straciliśmy Roberta Wagnera w ataku. Jura Furta też został bardzo mocno poturbowany i też nie grał do końca tak, jak byśmy tego chcieli. Mecz skończył, kulejąc na jednej nodze. Jeśli chodzi o Furtę, to jest to mocne stłuczenie, ale jeśli chodzi o Wagnera, to trudno jest mi powiedzieć co się stało, bo trafił do szpitala. O ile pierwsza bramka padła po błędzie naszych obrońców, o tyle druga była dosyć przypadkowa, szczęśliwa. Zawodnik rywali strzelił loba z połowy boiska, wiatr powiał i bramkarz tego nie złapał. To też zdecydowało o naszej porażce. W pierwszej połowie mieliśmy dwa-trzy fajnie bite stałe fragmenty. Zabrakło postawienia kropki nad i. Trzeba też pochwalić dobrze spisującego się w bramce rywali rosłego golkipera. Wszystkie nasze piłki z dobrych dośrodkowań przecinał; przerywał akcje, pewnie chwytając futbolówkę. To było dla nas dużym utrudnieniem przy rozgrywania akcji po stałych fragmentach.  

Grzegorz Golian (kierownik Sokoła Adamów): – W końcu zagraliśmy praktycznie najsilniejszym składem. Nie było tylko kontuzjowanych Rafała Cąkały i Alberta Strzyżewskiego. Ponieważ mecz odbywał się w środku tygodnia, obowiązki zawodowe wykluczyły też Michała Łukasika. Poza tym wrócili Bartłomiej Goździołko i Damian Szymański. Pierwsza połowa była ciężka, dlatego że graliśmy w bardzo trudnych warunkach. Wiał silny wiatr. Nie dość, że graliśmy pod wiatr, to jeszcze pod słońce. A w drugiej połowie to my graliśmy z wiatrem i zaraz pojawiły się emocje. Już w 47. minucie strzeliliśmy bramkę, potem następną. Zaczęliśmy kontrolować spotkanie. Rywale górowali nad nami warunkami fizycznymi, ale kultura gry była po naszej stronie. To my prowadziliśmy grę. W końcówce wykorzystaliśmy wszystkie zmiany, żeby każdy sobie pograł. Na listę strzelców wpisał się Marcin Dzido, ale on już w piątej lidze często strzelał gole. Tylko pan trener Darek Dziewulski mówił, że nie przystoi, żeby bramkarz grał w polu, bo to wstyd dla drużyny. Zmienił się trener i to też uległo zmianie. W ostatnich minutach piłkarzom udzieliła się atmosfera. Graliśmy akcja za akcję. Rywale nie wytrzymali nerwowo, bo dostali cztery żółte i jedną czerwoną kartkę. Gdyby nie ewidentny samobój Maćka Barana, to myślę, że raczej przeciwnicy nie zrobiliby nam krzywdy. Muszę podkreślić bardzo dobrą pracę sędziów. Dawno nie widziałem, żeby sędzia tak obiektywnie i spokojnie prowadził mecz. Jeden z zawodników Żmudzi dostał przecież czerwoną kartkę za popchnięcie arbitra. Gdy rywale przegrywali 0:2, próbowali nas wciągnąć w brutalną grę, ale sędzia nie dopuścił do tego, by się zaostrzyła. Duża zasługa w tym zwycięstwie leży po stronie Norberta Osiala. Szczególnie w pierwszej połowie przy groźnych wrzutkach wykorzystywał swój zasięg. Teraz pojedziemy do Łęcznej, by walczyć o punkty, a co przyniesie boisko, to zobaczymy. A potem przed nami kolejny mecz za sześć punktów ze Szczebrzeszynem.

Victoria Żmudź – Sokół Adamów 1:4 (0:0)
Bramki: Maciej Baran (gol samobójczy) 90+1’ – Kamil Bogucki 47’, Paweł Szlaski 56’, Marcel Grochowski 86’, Marcin Dzido 90+4’

Victoria: Furtak – Grądzki, Paskiv, Pogorzelec, Brodalski (74’ Gregorowicz) – Misztal (78’ Kołodziejczyk), Krzyżak, Kasprzycki (73’ Sz. Sawa), Furta – K. Sawa, Wagner (43’ Żmuda).

Sokół: Osial – Mac. Baran, Zdunek (88’ Cydejko), Szlaski, Stępniak – Sokołowski, Szymański (85’ Gromysz), Buga, Mat. Baran (60’ Grochowski) – Hołownia (46’ Bogucki), Borkowski (75’ Dzido).

Żółte kartki: Jakub Grądzki, Konrad Żmuda, Tomasz Pogorzelec, Paweł Furtak – Sylwester Buga
Czerwona kartka: Szczepan Sawa 75’ (za niesportowe zachowanie)
Widzów: 50  
Sędziował: Jakub Prończuk (Chełm).

 

https://lubsport.pl/iv-liga-pilka-nozna/zupelnie-inna-victoria-komplet-punktow-dla-sokola 

„Piątka” dla Hetmana.

W sobotnie popołudnie do Adamowa w ramach 20 kolejki IV ligi lubelskiej przyjechał Hetman Zamość. Spotkanie zakończyło się wynikiem 0:5 dla drużyny przyjezdnej.

LKS Sokół Adamów 0 – 5 KS Hetman Zamość 0:5 (0:1)

0:1 Michał Paluch 28 min.

0:2 Michał Paluch 48 min.

0:3 Paweł Myśliwiecki 75 min.

0:4 Kacper Nastałek 79 min.

0:5 gol samobójczy 90 min.

Sokół: Dzido – Cydejko, Strzyżewski (83’ Grochowski), Szlaski, Stępniak – Sokołowski (46’ Mat. Baran), Buga, Zdunek, Gromysz (65’ Mac. Baran), Łukasik (87’ Skowron) – Borkowski (53’ Bogucki).

Hetman: Skrzypek – Dudek, Żmuda, Świech, Daszkiewicz – Kuśmierz (70’ Otręba), Kanarek (55’ Solecki), Kycko, Stefański (60’ Nastałek) – Paluch, Myśliwiecki.

Żółte kartki: Michał Stępniak – Dawid Daszkiewicz

 

POMECZOWE KOMENTARZE

Zbigniew Sławomir Kozłowski: – Mimo że jesteśmy zespołem amatorskim, to dopóki mamy siłę, możemy nawiązać walkę nawet z Hetmanem Zamość. Niestety po 120 minutach z Podlasiem powietrze zeszło z chłopaków w końcówce jak z balona. Przecież nasze przygotowanie a przygotowanie Hetmana to są dwie różne bajki. Doszedł do tego wysiłek z ostatnich meczów. Graliśmy: niedziela – środa – sobota. W ostatnich 10-15 minutach nie byliśmy w stanie nadążyć za zespołem, który normalnie przepracował zimę. Poza tym jadąc na mecz, dowiedziałem się, że Norbert Osial dostał wezwanie do pracy i musiał stawić się w Warszawie. Nagle straciłem bramkarza, który stanowi 30% zespołu. Mecze z Górnikiem ŁęcznaStalą Kraśnik, Podlasiem czy teraz z Hetmanem traktujemy jako piłkarską przygodę. Nie ma co ściemniać, to tak jakby waga średnia walczyła z wagą superciężką. Bardzo pozytywnie oceniam grę Hetmana. Ich kultura gry i sposób rozgrywania akcji świadczą o tym, że ten zespół jest już piętro wyżej.

Grzegorz Golian (kierownik Sokoła Adamów): – Niestety zabrakło u nas Norberta Osiala i Damiana Szymańskiego. Powiedziałem po meczu pucharowym, że mam nadzieję na punkt z Hetmanem, ale niestety… O wszystkim zadecydowała druga połowa. 120 minut z Białą Podlaską zostało w nogach. Po drugiej bramce dla rywali trener zaczął ściągać zawodników z myślą o meczu ze Żmudzią. Dlatego w końcówce stało się, jak się stało. Teraz dwoimy się i troimy na Victorię. Mam nadzieję, że wzmocnią nas na ten mecz: Osial, Szymański, Adrian Hołownia i Rafał Cąkała. Dla nas jest to mecz o życie. Jeśli jutro – nie daj Boże – Victoria wygrałaby ze Szczebrzeszynem, a my przegralibyśmy później w Żmudzi, to raczej czekałby nas spadek. Podlasie znowu przegrało (0:1 ze Spartakusem Daleszyce – przyp. red.), więc ciężko będzie się im utrzymać… Dużą panikę wywołała dziś u nas policja. Przyjechało raptem 40 kibiców z Zamościa, a policjantów ze 20. Totalny absurd. Gdyby policzyć, to więcej było ochrony niż kibiców drużyny przeciwnej. Oczywiście wszystko przebiegało spokojnie.

Krzysztof Krupa (asystent Jacka Ziarkowskiego):– Chciałbym podziękować gospodarzom za przygotowanie boiska. Jak na warunki pogodowe i porę roku murawę można by ocenić na dobry plus. W pierwszej połowie okazje mieli Michał PaluchPaweł Myśliwiecki i Damian Kuśmierz. Sytuacji było sporo, ale nic nie chciało wpaść. W drugiej odsłonie gospodarze opadli z sił po środowym meczu. Było dużo wolnych przestrzeni, w których graliśmy piłką i robiliśmy przewagę. Bardzo dobrą zmianę dał Kacper Nastałek. Strzelił bramkę, miał asystę i trafił w słupek. Rozruszał nasze poczynania w ofensywie. Po przerwie stworzyliśmy co najmniej dziesięć sytuacji. Myślę, że wynik 5:0, to najniższy wymiar kary. Dorobek strzelecki mógł być jeszcze większy. Niech gospodarze cieszą się, że było tylko 5:0. Jeśli chodzi o bramki samobójcze, to Michał Paluch absorbował obrońców rywala. Pod jego naciskiem niefrasobliwie wybijali piłkę. Aczkolwiek gdyby nie ta niefrasobliwość, to Michał spokojnie by w tych sytuacjach trafił.

NASTĘPNA KOLEJKA

W 21. serii gier Sokół Adamów zmierzy się w Łęcznej z rezerwami Górnika (22 kwietnia, 17:00). Wcześniej w zaległym meczu 16. kolejki podopieczni Zbigniewa Kozłowskiego podejmą na wyjeździe Victorię Żmudź (18 kwietnia, 17:00). Natomiast Hetman Zamość zagra u siebie ze Stalą Kraśnik (21 kwietnia, 16:00).

Sokół odpada z Pucharu Polski.

Gorzkie zwycięstwo Podlasia

W środowe popołudnie Rosoły na własnym boisku podejmowały MKS Podlasie Biała Podlaska w ramach 1/4 Pucharu Polski. Spotkanie rozstrzygnelo się dopiero w ostatnich sekundach dogrywki. Goście po stałym fragmencie gry i rzutem na taśmę zameldowali się w kolejnej rundzie. Z przebiegu meczu można było wywnioskować że Podlasie bez żadnych problemów poradzi sobie z Sokolem ale bardzo miła niespodziankę sprawili gracze z Adamowa… Choć po pierwszej części spotkania przegrywali 0:1 to w drugiej połowie potrafili wyrównać stan gry za sprawą Adriana Holowni. W poczynaniach Rosołów było widać walkę, zaangażowanie i chęć gry mimo mocno okrojonego składu. W tym meczu trener nie mógł skorzystać z Damiana Zdunka, Pawła Szlaskiego, Damiana Szymańskiego, Kamila Boguckiego, Bartłomieja Gozdziolko, Karola Nowickiego oraz Karola Borowskiego. Choć w tym meczu faworytem było Podlasie to Sokół na tle wyżej notowanego przeciwnika pokazał się z bardzo dobrej strony. Rosoły nadal nie mogą odczarowac 1/4 PP… W poprzedniej edycji tych rozgrywek w tej samej rundzie wyeliminowalo nas Podlasie a dwa lata temu uleglismy Orletom Radzyń Podlaski. Dziękujemy chłopakom za walkę oraz emocje do ostatniej sekundy. A już w sobotę kolejny mecz na stadionie przy ul. Targowej. Tym razem do Adamowa zawita Hetman Zamość. Zapraszamy Wszystkich kibiców na to spotkanie. Zaczynamy o godzinie 15.00.

POMECZOWE KOMENTARZE

Zbigniew Sławomir Kozłowski: – W mojej ocenie sędzia przedłużył dogrywkę o jakieś 40 czy 50 sekund nie mając do tego podstaw. I to przedłużył akurat o ten rzut rożny, po którym straciliśmy bramkę. Myślę, że byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy rozstrzygnęli to w rzutach karnych. Z drugiej strony fajnie pograliśmy i być może dobrze, że nie przeszliśmy dalej, bo naprawdę mamy problemy kadrowe. Trudno jest nam grać optymalnym składem przy tylu kontuzjach. Granie w pucharach staje się wtedy przesadną formą treningu. Nie miałem do dyspozycji między innymi Karola Borkowskiego,Pawła Szlaskiego czy Damiana Zdunka, a to chłopcy, którzy potrafią grać w piłkę. Mimo to postawiliśmy się III-ligowemu zespołowi. Dzisiaj chłopcy bardzo się postarali. Zobaczymy, jak to się odbije na naszej grze w sobotę. Po druzgocącej porażce w Kraśniku zawodnicy wzmocnili się psychicznie. Dzisiaj najlepszy był chybaSylwek Buga. Można go określić głównym motorem akcji bramkowej. Do tego trzeba dodać pochwałę dla dość eksperymentalnego bloku obronnego. Chłopcy grali zupełnie dobrze. Sporo sytuacji wybronił nam doświadczony bramkarz. Z nim w bramce czuliśmy się dziś bezpiecznie. Myślałem, że będziemy jeszcze więcej biegać za piłką. Rywale rozgrywali akcje, ale w bezpiecznej dla nas strefie. Im bliżej naszego pola karnego, tym trudniej im to szło. Bramka, którą nam strzelili, to był farfocel, a nie bramka. Tym mnie zaskoczyli in minus. Natomiast in plusPodlasie zaskoczyło mnie tym, że gra tam cała masa młodych chłopaków. To bardzo perspektywiczni zawodnicy. Jeśli będą ich sensownie prowadzić i utrzymają się w III lidze, to drużyna szybko pójdzie w górę.

Grzegorz Golian (kierownik Sokoła Adamów): – Dzisiaj kadrowo było jeszcze gorzej niż w meczu ze Stalą Kraśnik. Wypadli nam jeszcze Karol Borkowski i Kamil Bogucki. Łącznie nie było dziś siedmiu zawodników z podstawowego składu. Borkowskiego, Boguckiego i Michała Łukasika wykluczyły względy zawodowe. Reszta nieobecnych jest kontuzjowana. Damian Szymański i Paweł Szlaski prawdopodobnie będą już gotowi na następny mecz. Mamy nadzieję, że będziemy dysponować najsilniejszym składem na Victorię Żmudź. Chłopcy byli wkurzeni po 0:8 w Kraśniku. Nie zasłużyliśmy na taki wynik, bo nie graliśmy aż tak źle. Zresztą nawet trener Stali(Daniel Szewc – przyp. red.) powiedział, że do 42. minuty nie mieli z nami tak łatwo. Podłamała nas wtedy bramka do szatni na 0:3. Dzisiaj chłopaki się zmobilizowali. Przegrywaliśmy, ale zdołaliśmy wyrównać po tym, jak Adrian Hołownia przebiegł parę metrów z piłką i przelobował bramkarza. Gdy już wszyscy patrzyliśmy na zegarki w oczekiwaniu na rzuty karne, Podlasie w ostatniej akcji strzeliło na 2:1. Niedosyt pozostał. Ciekawe jak by się to potoczyło w rzutach karnych, bo mamy dobrego bramkarza. Norbert Osial jest wysoki, ma dobre warunki fizyczne. Trudno, nie ma co gdybać. Zapominamy o 0:8 w Kraśniku, jesteśmy po 1:2 z Podlasiem po dogrywce. Morale przed meczem z Hetmanem na pewno wzrosły.

Miłosz Storto: – Dzisiaj się skompromitowaliśmy, a byliśmy bliscy mega kompromitacji. Nie przystoi, żeby zespół walczący w klasie rozgrywkowej o piętro wyżej miał taką męczarnię z zespołem z IV ligi. Oczywiście nie ujmuję tutaj nic zawodnikom z Adamowa, bo zagrali bardzo dobre spotkanie. Byli bardzo ambitni. Chcieli powalczyć na tym szczeblu Pucharu Polski. Przede wszystkim ich bramkarz zagrał mecz życia. Łapał wszystkie piłki jak magnes. Poza tym dwukrotnie trafiliśmy w poprzeczkę i raz w spojenie. Tych sytuacji było z naszej strony bardzo dużo. Mówi się, że szczęście sprzyja lepszym, a dzisiaj nie byliśmy tym lepszym zespołem, mimo że mieliśmy kontrolę nad meczem i prowadziliśmy grę. To wszystko było jednak jednostajne, monotonne. Adamów prostymi środkami szukał sytuacji na zdobycie bramki. Przestrzegaliśmy naszych zawodników w przerwie, że w końcu któryś z rywali dostanie piłkę na wolne pole i po prostu to wykorzysta. I tak też się stało. Zresztą trafił nasz były gracz – Adrian Hołownia. Momentami wyglądało to z naszej strony jak bicie głową w mur. Z tego miejsca chciałem pogratulować zawodnikom Adamowa dużego zaangażowania i po prostu fajnej gry. Życzymy im, żeby zostali na poziomie IV-ligowym. U nas zabrakło pewności w poczynaniach, pasji, wiary, sportowej złości i chęci strzelenia bramki. Bez tego nie da się punktować choćby w III lidze. Wciąż szukamy chemii w drużynie, bo z tym jest ciężko. Czas skończyć z krytykowaniem stanu boiska. Nie lubię takiego tłumaczenia i nie będę go tolerował. Trzeba spojrzeć na siebie. Nadal wierzę, że wygramy puchar. Droga jest otwarta, tylko musimy się obudzić, bo w pewnym momencie może być już za późno.

Sokół Adamów – Podlasie Biała Podlaska 1:2 pd. (0:1, 1:1, 1:1)

Bramki: Adrian Hołownia 74’ – Kamil Pajnowski 9’, Jakub Syryjczyk 120’

Sokół: Osial – Cydejko, Gromysz, Strzyżewski, Stępniak – Sokołowski, Buga, Mac. Baran, Cąkała – Dzido (70’ Skowron), Grochowski (46’ Hołownia).

Podlasie: Gugeszaszwili (46’ Zagórski) – Renkowski, Maciak (46’ Konaszewski), Pajnowski (60’ Zabielski) – Siemieniuk, Andrzejuk (46’ Syryjczyk), Nieścieruk, Dmitruk, Iwańczuk (96’ Skrodziuk) – Kosieradzki (60’ Buzun), Czapski (60′ Kocoł).

Żółta kartka: Karol Buzun
Widzów: 150
Sędziował: Piotr Jamrowski (Biała Podlaska).

Srogie lanie w Kraśniku.

W 19 kolejce IV ligi Lubelskiej nasza drużyna w okrojonym składzie mierzyła się z aktualnym liderem rozgrywek Stalą Kraśnik. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem gospodarzy. Kibice, którzy w słoneczne popołudnie wstawili się na stadion w Kraśniku mogli narzekać na „nudę”. Grę prowadziła tylko jedna drużyna a widowisko było jednostronne. Warto wspomnieć że do 30 minuty utrzymywał się wynik 0:0 i kto wie jakby mecz dalej się potoczył gdyby obie drużyny na przerwę schodziły z bezbramkowym remisem. Niestety Stal przeważała nie tylko kulturą gry ale i również kondycyjnie. Pierwszą bramkę dla gospodarzy w 32 minucie zdobył Daniel Szewc a kilka minut później z rzutu karnego wynik podwyższył Rafał Król. Przed końcem pierwszej części spotkania gospodarze zdobyli kolejną bramkę po akcji sam na sam a strzelcem był Arkadiusz Maj. Druga połowa bez zmian, gospodarze przeważali na boisku choć miejscami grali nerwowo. W 50 minucie meczu było już 4:0 a na listę ponownie wpisał się Rafał Król , który strzałem z główki pokonał naszego bramkarza. W 67 minucie meczu rzut rożny wykonywali gospodarze i po dośrodkowaniu w pole karne bramkę samobójczą strzela Albert Strzyżewski a po 10 minutach wpada kolejna bramka po akcji Rafała Króla. Nie minęła minuta, a było już 7:0. Strzelcem bramki był nasz zawodnik Jakub Czelej. W doliczonym już czasie gry kolejną bramkę a zarazem 8 dla Stali zdobył nie kto inny jak Rafał Król.

Pomeczowe wypowiedzi trenerów:

POMECZOWE KOMENTARZE

Daniel Szewc: – Do momentu gola na 1:0 nasza gra nie była idealna. Sokół bronił się za podwójną gardą, ale mimo to mieliśmy dwie doskonałe okazje. Po tym, jak otworzyliśmy wynik, gra zaczęła układać się tak, jak chcieliśmy, czego efektem były kolejne bramki. W drugiej połowie graliśmy swoje. Rywal nastawił się na defensywę i kontry, ale drużynie z Adamowa w tym aspekcie zbyt wiele nie wychodziło. Przyjezdni ograniczyli się do zagrywania długich piłek. Cieszy rozmiar zwycięstwa i strzelone bramki. Mecz bez większej historii, teraz skupiamy się już na kolejnym spotkaniu.

Grzegorz Golian (kierownik Sokoła Adamów): – Do Kraśnika pojechaliśmy w trzynastoosobowym składzie. Wypadła nam cała obrona, w dodatku mieliśmy tylko jednego bramkarza. Norbert Osial przebywał na szkoleniu, a Michał Stępniak się rozchorował. Jeżeli chodzi o naszą defensywę, to zabrakło m.in. kontuzjowanych Karola NowickiegoPawła Szlaskiego i Damiana Szymańskiego, a sprawy zawodowe nie pozwoliły na występ Michałowi Łukasikowi. Nie było też Adriana Hołowni. Wiadomo, że porażki ze Stalą Kraśnik i Hetmanem Zamość są wkalkulowane. Najważniejszy będzie dla nas pojedynek z Victorią Żmudź. Nie mamy takiej kadry i takiego budżetu jak kraśniczanie. Z Kłosem daliśmy radę, ale nasz skład był wówczas nieco szerszy. Mieliśmy dwa momenty przestoju, w których hurtowo traciliśmy bramki, może gdyby nie te fragmenty, to rozmiary porażki byłyby niższe. Chciałbym pochwalić pracę sędziów. Co prawda był to łatwy mecz do prowadzenia, ale arbitrzy spisali się bardzo dobrze.

 

Stal Kraśnik – Sokół Adamów 8:0 (3:0)

Bramki: Daniel Szewc 32′, Rafał Król 43′ (rzut karny), 50′, 72′, 90+1′, Arkadiusz Maj 45′, Jakub Czelej 67′, 74′

Stal: Ciołek (82′ Poleszak) – Lutsyk (65′ Gajewski), Pietroń, Orzeł (77′ Woźniak), Chomczyk (77′ Leziak) – Czelej, Wojtaszek, Matysiak, Szewc (65′ Kędra) – Król, Maj.

Sokół: Dzido – Cydejko, Zdunek, Strzyżewski, Mac. Baran – Mat. Baran (60′ Sokołowski), Gromysz, Buga, Cąkała (48′ Grochowski), Bogucki – Borkowski.

Żółte kartki: Piotr Chomczyk – Rafał Cąkała
Sędziował: Paweł Tucki (Zamość).

Zapowiedź 19. kolejki, Sokół Adamów vs Stal Kraśnik


W niedziele 8 kwietnia o godzinie 14 nasz zespół zmierzy się w Kraśniku z miejscową Stalą. Faworytem tego spotkania są gospodarze, z 42 punktami zajmują miejsce lidera IV Ligi Lubelskiej. W ostatnim spotkaniu pokonali Victorie Żmudź 5:0. Sokół również dobrze rozpoczął rundę wiosenną najpierw w PP pokonał Unie Krzywda 2:1, następnie w pierwszym meczu ligowym wygrał 2:1 z Kłosem Chełm. W poprzedniej rundzie górą była Stal, która wygrała 5:1 w Adamowie. Przed Sokołem trudny sprawdzian, tym bardziej że z gry wypadło kilku zawodników. W Kraśniku nie zagra Karol Nowicki i Bartłomiej Goździółko. Nie wiadomo czy w spotkaniu wystąpią Damian Szymański i Paweł Szlaski. Obaj borykają się z problemami mięśniowymi. Miejmy jednak nadzieje że to nic poważnego i chłopaki będą gotowi na mecz, a Sokół z Kraśnika wyjedzie z cennymi punktami.

Sokół Adamów : Stal Kraśnik
8 kwietnia, godz. 14.00
Stadion MOSIR w Kraśniku
Sędzia: Paweł Tucki (Zamość)

Wygrana na trudnym terenie.

W ramach III rundy Pucharu Polski Sokół na wyjeździe podejmował niżej notowaną Unię Krzywda. Do następnej rundy awansowała ekipa z Adamowa która wygrała z Unią 1:2 po bramkach Karola Borkowskiego oraz Sylwestra Bugi. Warunki do gry w piłkę były bardzo trudne gdyż murawa na stadionie nie była najlepsza i utrudniała grę zawodnikom obu ekip. Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu Rosołów ale liczy się wynik. Do następnego etapu PP zakwalifikowały się takie drużyny jak Bizon Jeleniec, Orlęta Łuków, Tytan Wisznice, MKS Podlasie Biała Podlaska, Orlęta Radzyń Podlaski, LKS Sokół Adamów, Kujawiak Stanin oraz Granica Terespol. A już w sobotę ruszamy ze zmaganiami ligowymi ! Sokół na wyjeździe zagra z Kłosem Chełm. Początek spotkania o godz. 14:00. ZAPRASZAMY !

KOMENTARZE TRENERÓW

Zbigniew Lamek: – Przyznaję, że kultura gry była po stronie Adamowa, ale my zagraliśmy zdecydowanie, konsekwentnie, z dyscypliną w ustawieniu. Brakowało nam jedynie kreatywności w środku pola, ale zostawiliśmy sporo zdrowia na boisku. Wiadomo, jak to przed ligą, brakuje jeszcze obycia z piłką na naturalnym terenie. Mimo to mecz był bardzo ciekawy, były emocje. Mieliśmy nawet bardziej klarowne sytuacje od przeciwnika: Damian Nankiewiczstrzelił tuż obok słupka, podobnie chybił Mateusz Kępka, swoją sytuację miał też Patryk Bober. W ostatniej minucie centymetrów zabrakło Bartłomiejowi Nankiewiczowi, który zamykał akcję na skrzydle. Nie mogło u nas wystąpić czterech zawodników, w tym bramkarz Dariusz Dadasiewicz, którego zatrzymała praca. Warunki na boisku były, jakie były, ale ważne, że ten mecz w ogóle się odbył. Murawa była nierówna, lecz pamiętajmy, że dla obu stron. Będziemy próbowali jeszcze zagrać sparing lub grę wewnętrzną w Wielką Sobotę, bo tradycja jest taka, że po jajeczku staramy się pograć, a potem świętujemy i oczywiście czekamy na ligę.  

Zbigniew Sławomir Kozłowski: – Boisko było dziś bardzo niewygodne do grania, tak ciężko było toczyć piłkę po murawie, że gra po obu stronach wyglądała marnie. Mamy dość szybkich skrzydłowych, ale nie mogli poprowadzić dłużej futbolówki, bo albo im uciekała, albo odbijała się na kępach trawy. Co do samego meczu, to nie wiedziałem, że rywale potraktują tę rywalizację trochę jak derby. Przeciwnicy bardzo mocno się nam postawili, dużo biegali, grali wślizgami, walczyli na całym boisku. Byłem pełen podziwu dla ich zaangażowania. Ten mecz nie był wcale taki łatwy, mimo że graliśmy z drużyną, która jest o jedno ligowe piętro niżej od nas. Chłopcy zrobili dosłownie kilka sensownych akcji, poza tym mieliśmy dwie klarowne sytuacje do strzelenia gola, ale nie udało się trafić. Ogólnie oceniam to w ten sposób, że zawodnicy pobiegali, powalczyli, lecz w piłkę pograli w bardzo małym stopniu i kompletnie niewystarczającym. Chciałem, żeby ten mecz się odbył, ponieważ ciężko oceniać graczy po spotkaniu w Łęcznej, gdzie – z wiadomych przyczyn – głównie graliśmy defensywnie. W związku z tym chciałem zobaczyć, jak ci chłopcy będą próbowali atakować, ale i tak wiele się nie dowiedziałem, bo na tej płycie po prostu nie szło grać!