Porażka z „rezerwami” Górnika.

Sokół przegrał na głównym boisku w Łęcznej z „rezerwami” Górnika 7:1. Nie ma co się dziwić, zespół gospodarzy był wzmocniony zaciągiem z pierwszej drużyny, w meczu wystąpiło około dziewięciu piłkarzy na co dzień grających w rozgrywkach Nice I Ligi. Jedyną bramkę dla naszego zespołu zdobył Marcin Dzido. 

Już przed pierwszym gwizdkiem spotkania, kiedy spiker podawał skład gospodarzy, można było wywnioskować że Sokół będzie miał dziś arcytrudne zadanie. W wyjściowym składzie Górnika pojawił się między innymi Aleksander Komor którego jeszcze rok temu mogliśmy oglądać na boiskach Lotto Ekstraklasy, oraz kilku innych zawodników z pierwszego zespołu Górnika. W naszym zespole zabrakło w tym spotkaniu Kamila Boguckiego, Damiana Zdunka oraz Adriana Hołowni. Do gry po kontuzji kolana wrócił Karol Nowicki. 

Od pierwszych minut spotkania widać było znaczącą przewagę zielono-czarnych, co udokumentowali szybko strzeloną bramką. Sokół bronił się jak mógł jednak na nic to się zdało. Do 30 minuty przegrywaliśmy już 4:0. W 32. minucie w pole karne gospodarzy ruszył Marcin Dzido, po krótkiej walce o piłkę ze stoperem Górnika został sfaulowany, sędzia wskazał „wapno”. Sam poszkodowany postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i wykonać rzut karny. Uderzył w prawo, jego intencje wyczuł bramkarz gospodarzy jednak wypluł piłkę przed siebie do której dopadł Dzido. Piłkarz Sokoła zrehabilitował się i uderzył tym razem obok goalkeepera z Łęcznej. Ta bramka wlała trochę nadziei w serca piłkarzy z Adamowa którzy próbowali przedzierać się pod pole karne przeciwnika, niestety z mizernym skutkiem. Do przerwy wynik się nie zmienił. Druga połowa wyglądała tak samo jak pierwsza, Górnik dominował a Sokół próbował tworzyć kontrataki, jednak nic to nie dało. Mecz zakończył się wynikiem 7:1.

POMECZOWE KOMENTARZE (dla portalu lubsport.pl)

Jacek Fiedeń: – Dzisiaj otrzymałem informację, że oprócz zawodników, których miałem do dyspozycji w Werbkowicach, dołączą do drużyny jeszcze Filip Karbowy i Łukasz Sosnowski. Natomiast z tamtego meczu odpadł mi Łukasz Tymiński. Poogarniałem to i między innymi dlatego wyszliśmy w ustawieniu 1-3-4-3. Chcieliśmy znaleźć optymalne pozycje dla zawodników z szerokiej kadry pierwszego zespołu. Nie ujmując nic przeciwnikowi, gra w tym systemie przeciwko niemu również wydawała mi się optymalna. W Werbkowicach wszyscy zagrali poniżej poziomu (środowa porażka 0:1 z Kryształem – przyp. red.). Natomiast dziś wszyscy zagrali dobrze. Było u nas widać chęci i przyjemność z gry. Mimo wysokiego wyniku nie nazwałbym tego meczu pogromem. Gdybyśmy wykorzystali wszystkie sytuacje, skończyłoby się wynikiem dwucyfrowym. Ale nawet wtedy nie ważyłbym się nazwać tego pogromem. Różnica potencjałów była dziś znaczna, ale to wynika z naszej mobilizacji. Pierwsze 30. minut to był futbol, jaki rzadko spotyka się na czwartoligowych boiskach. Chodzi mi tu o szybkość gry. Mieliśmy dużo okazji. Na przykład idealną sytuację zmarnował Jurij Wereszczak. Był sam na sam z bramkarzem, miał czas, ale trafił obok bramki. Potem podobnie przestrzelił Sebastian Szerszeń. Padło tylko siedem bramek, ponieważ Adamów skutecznie się bronił. Za to należą mu się słowa uznania. Dodam, że dzisiaj graliśmy na głównym boisku i dlatego było u nas widać radość w grze. Ostatnio skończyła nam się passa trzech zwycięstw, ale teraz zaczynamy nową. Czeka nas wyjazd do Kraśnika i mecz u siebie z Hetmanem Zamość, także… weszliśmy dzisiaj na kolejną ścieżkę zwycięstw (śmiech). Oczywiście to był żart, ale z drugiej strony – czemu nie? Nie ma w tej lidze takich zespołów, których nie da się ograć. Stal i Hetman też do nich należą. Co innego, że nie wiadomo czy w takim zestawieniu zagramy za tydzień, ale to specyfika rezerw. Możemy na pewno nawiązać wyrównaną walkę. Mamy ten atut, że w przeciwieństwie do tych zespołów nie ciąży na nas presja.

Zbigniew Sławomir Kozłowski: – Komentarz jest krótki: nie wiem, w jakiej lidze my gramy, ale dziś zagraliśmy z pierwszą drużyną Górnika Łęczna. Przepraszam, ja chcę grać przeciwko zespołowi z czwartej ligi, a nie z pierwszej! Mówię pół żartem, pół serio, ale prawda jest taka, że rywale wystawili ośmiu piłkarzy z kadry na pierwszą ligę. Natomiast kiedy dokonali w drugiej połowie korekt w składzie gra uległa zdecydowanej zmianie. Na razie nie możemy równać się z takimi zawodnikami. Jak to mawia mój znajomy – pewien trener – „to nie ten level”. Jak padła bramka dla nas? Marcin Dzido miał małe szanse na wywalczenie piłki, a jednak poszedł na nią. Obrońca się tego nie spodziewał i go sfaulował. Marcin sam wykonał rzut karny, ale na dwa uderzenia, bo bramkarz najpierw odbił piłkę klatką piersiową. Potem Marcin dobił ją niczym rutynowany napastnik. Bardzo mi zaimponował. To utalentowany, wszechstronny piłkarz. Ze względu na kontuzję Adriana Hołowni to on grał dzisiaj w ataku. Bardzo dobrze zagrał też Paweł Szlaski. Momentami grę brał na siebie Sylwester Buga. Próbowaliśmy się utrzymywać przy piłce i walczyć, choć może wynik mówi co innego. Nie robimy z tego meczu tragedii. Gdy zobaczyłem skład rywali, to pomyślałem sobie: „cholera, to niesprawiedliwe!”. Do Werbkowic Górnik pojechał w składzie prawdziwej drugiej drużyny i przegrał mecz. A dziś przeciwko nam – gdzie jesteśmy chyba największymi amatorami w tej lidze – wystawiają ośmiu ludzi, którzy żyją z grania w piłkę. Powiedziałem dziś do prezesa (Robert Cąkała – przyp. red.) przed meczem, że grając z Łęczną, która ma taki skład, to nasz zespół idzie o dwa miesiące trenowania do przodu. Trzeba co najmniej dwa miesiące trenować, żeby dowiedzieć się o piłce nożnej tyle, ile moi zawodnicy dowiedzieli się dzisiaj, grając przeciw takiej drużynie. Łęczna w takim składzie jest zdecydowanie ponad Hetman i ponad Stal. To są zawodnicy przygotowani motorycznie i potrafiący grać szybko. Wynika to ze skoku poziomu pomiędzy ligami. Podszedłem po meczu do trenera z Łęcznej, bo to mój kolega i powiedziałem mu, że jestem zawiedziony, że wystawili na nas taki skład. Zadzwoniłem też do trenera Bogusława Baniaka i mówię: „zamiast dać drugą drużynę i postawić mi kawę przed meczem, to Ty wystawiasz pierwszy zespół?!”. Przygotowujemy się teraz na rywali będących w naszym zasięgu, czyli Roztocze czy Ryki. Przynajmniej za tydzień zagramy już z zespołem z czwartej ligi po tym niespodziewanym meczu z pierwszoligowcem (śmiech)

Górnik II Łęczna – Sokół Adamów 7:1 (4:1)

Bramki: Jurij Wereszczak 6’, Sebastian Szerszeń 11’, Aleksander Komor 19’, Aleks Aftyka 30’, Nikola Talimdzioski 57’, Piotr Pacek 75’, Filip Karbowy 79’ – Marcin Dzido 32’

Żółte kartki: Jurij Wereszczak, Łukasz Sosnowski, Sebastian Szerszeń – Sylwester Buga, Michał Stępniak, Paweł Szlaski

Górnik: Smug – Fiedeń (83’ Rojek), Komor, Pacek – Wereszczak (46’ Talimdzioski), Sosnowski, Skałecki (80’ Greniuk), Aftyka (83’ Orysz) – Suchanek, Szerszeń, Karbowy.

Sokół: Osial – Mac. Baran (46’ Cydejko), Szlaski (80’ K. Nowicki), Gromysz (46’ Goździołko), Stępniak – Mat. Baran (60’ Grochowski), Buga, Szymański, Sokołowski – Borkowski (56’ Łukasik), Dzido.

 

One comment

Join the Conversation

Twój adres email nie zostanie opublikowany.